25 czerwca 2016
Julka
– Maja! Maja, nic ci nie jest?!
Byłam przerażona jak nigdy, kiedy podbiegłam do niej i objęłam ją mocno ramionami. Nie rozumiałam dlaczego klęczy na ziemi i w ogóle się nie rusza. Nie rozumiałam dlaczego patrzy martwo w jeden punkt przed siebie, na zawieszony w powietrzu czubek miecza Czarnego Mściciela. Nie rozumiałam czemu płacze, skoro tak naprawdę nawet jej nie drasnął.
Minęła zaledwie chwila, a wszystko zrozumiałam.
Czarny rycerz cofnął się o metr, opierając swój miecz o ziemię. Czekał pewnie na dalsze rozkazy. Nic jednak nie usłyszał. Marcin milczał. Wszyscy milczeli, wpatrzeni jedynie w połyskującą delikatnym błękitem plamę, która pojawiła się na ziemi dosłownie znikąd, rosnąc i rosnąc z każdą kolejną sekundą. Oprócz plamy, pojawił się też Błyskotek, powoli, stopniowo, od czubka swojego rogu, aż po koniec lśniącego ogona. Nie takim jednak chcieliśmy go oglądać. Leżał na prawym boku, rozciągnięty w nienaturalnej pozie, a lewy bok miał całkiem rozpłatany, od zadu, aż po żebra. Duże, czarne oko, które po raz pierwszy spojrzało na mnie na dolinie, tak błyszczące i pełne życia, teraz było już zupełnie martwe. Z ogromnej rany sączyła właśnie owa niebieska ciecz. Już rozumiałam.
Nie myśląc co robię, wyciągnęłam dłoń i przyłożyłam ją do krwawiącego miejsca. Ciecz była lekko ciepła i przyjemna w dotyku, jak aksamitna chustka mojej mamy. Zdawała się błyszczeć, świecić w ciemności, jakby ktoś rozpuścił księżyc w wielkim garnku i dodał do niego niebieskiego brokatu. I chociaż sytuacja była tragiczna, musiałam przyznać, że w życiu nie widziałam nic piękniejszego, niż krew jednorożca.
– Nie… Nie, nie, nie, nie, nie!
Maja krzyknęła przeraźliwie, próbując unieść w dłoniach pozbawiony życia pysk Błyskotka. Był jednak zbyt ciężki, a ona była zbyt słaba. Jedyne co mogła zrobić, to przycisnąć do niego twarz i dalej zalewać się łzami.
– Nie… Dlaczego to… Nie!!!
Nikt z nas nie wiedział jak zareagować. Nikt się nie odważył. Patrzyliśmy tylko, jak te słupy soli, nie mogąc wycisnąć z siebie ani jednego dźwięku.
Gdzieś w pobliżu rozległo się ciche syczenie, a potem pierwsze wystrzały zagrzmiały nad naszymi głowami. Niebo pojaśniało od sztucznych ogni, które posypały się na wody jeziora gęstym, kolorowym deszczem. Więc minęła już północ. Po drugiej stronie jeziora Smolary, bawiący się na placu przy stadionie mieszkańcy Gołańczy oglądali długo wyczekiwany pokaz fajerwerków. Patrzyli w niebo, nieświadomi strasznej tragedii, jaka się tu przed chwilą zadziała. Jak bardzo im zazdrościłam!
Spojrzałam na Antka, a on na mnie i w jednej chwili przypomniałam sobie słowa pana Ewarysta. Te o pękającym sercu. I pośród kolejnych i kolejnych wystrzałów sztucznych ogni, sama usłyszałam to wyraźnie. Usłyszałam to tak wyraźnie, że aż mnie uszy zabolały, choć tak naprawdę żadnego huku nie było. Ja jednak go słyszałam. I daję głowę, że Antek też słyszał. I Oskar słyszał, i Bartek. Usłyszeliśmy, jak serce Mai pęka. I wiecie co? Pan Ewaryst miał rację. Bolało. Okropnie.