15 czerwca 2016
Maja
Środa jest u nas dniem targowym. Podobnie zresztą, jak sobota. W takie dni, od rana, do Gołańczy przyjeżdżają niemal zawsze ci sami sprzedawcy, przywożąc ze sobą niemal zawsze te same rzeczy i sprzedając je po cenach niemal zawsze takich samych, jak w okolicznych sklepach. Czasem nawet trochę wyższych.
Komu jak komu, ale akurat mnie wyższa cena różnicy nie robi. Zawsze stać mnie na wszystko. Mój tata ma duże gospodarstwo w Czerlinie, takiej wiosce tuż pod Gołańczą. Ponad dwieście hektarów. Nie znam się na tym tak dokładnie, nie żeby cokolwiek mnie to interesowało, ale to chyba całkiem sporo. Na pewno więcej, niż mają inni, bo nawet ludzie w okolicy nie nazywają mojego taty rolnikiem, tylko farmerem. Farmer, tak po amerykańsku. A to już coś!
Dla mnie, tata nie jest ani rolnikiem, ani farmerem, tylko po prostu moim królem. Tata królem, mama królową, a ja ich ukochaną księżniczką. I nie muszę chyba mówić, kto tak naprawdę rządzi w naszym królestwie? Wystarczy, że księżniczka zrobi słodką minkę i już ma to, co chce. A jak nie, to i tupnąć nóżką potrafi. Koniec końców, zawsze dopinam swego.
Tak jak dziś, na przykład. Jest środa, powinnam przecież pójść do szkoły. Uch, nie cierpię tam chodzić. Zresztą, już prawie wakacje. Oceny wystawione. Po co mam siedzieć kilka godzin w jakiejś odrapanej, brudnej sali i nudzić się jak mops? Już sto razy bardziej wolę mój śliczny, różowy pokoik. I do tego te głupie dziewczyny z naszej klasy. Żadna nie chce się ze mną kolegować. I co z tego? Ja też wcale nie chcę. Same są sobie winne. Nie potrafią docenić, jak wspaniałą byłabym przyjaciółką, jak dobrze jest się ze mną trzymać.
Nie, nie chciało mi się iść dzisiaj do szkoły. Nie chciało, więc nie poszłam. Jutro mama wypisze zwolnienie i tyle. Przecież to nie pierwszy raz. Ale na targ z nią pojechałam. Słyszałam, że w zeszłą sobotę mieli tam takie śliczne, białe spódniczki z czarną koronką u dołu. Faktycznie, były śliczne. Od razu kazałam sobie taką kupić. Ale później, kiedy miałam już to, po co przyszłam, zaczęło mi się strasznie nudzić. Co mnie interesuje, że mama musi kupić jakąś tam marchewkę i ziemniaki? Że niby na obiad są potrzebne? No chyba nie dla mnie! Ja tam wolę pizzę i ciastka z czekoladą. I zawsze, zawsze je dostaję. To znaczy, zawsze wtedy, kiedy mam na nie ochotę.
Dziś też nie zamierzałam stać i kwitnąć, podczas gdy mama robiła jakieś nudne zakupy.
– Chcę się przejść – marudziłam.
Mama ignorowała mnie tak długo, aż nie zapłaciła za kalafiora, którego właśnie przed chwilą wybrała. Ble, kalafior. Prawdziwe księżniczki na pewno nie jedzą tego białego, glutowatego świństwa. Za to z całą pewnością jedzą lody.
– Nudzi mi się. Idę na lody! – wypaliłam tonem, który nie przyjmował odmowy.
– Sama? – Mama popatrzyła na mnie bez przekonania.
Natychmiast wywróciłam oczami w odpowiedzi.
– Na pewno się zgubię. Co ja, trzy latka mam?
– No dobrze, idź, idź.
Mama uległa mi trochę za późno, bo i tak zdążyłam już odwrócić się na pięcie i ruszyć przed siebie zatłoczonym targowiskiem.
Plac targowy leży dokładnie naprzeciwko szkoły, pomiędzy nią, a stacją kolejową. Wolałam nie kręcić się tam zbyt długo. Jeszcze któryś z nauczycieli mógłby mnie zobaczyć i musiałabym się jutro tłumaczyć, a to mi wcale do szczęścia niepotrzebne. Postanowiłam pójść na rynek. Jest tam jedna całkiem niezła lodziarnia. Oprócz dobrych lodów, pani, która ją prowadzi, ma też takiego słodziutkiego psa. Miałam nadzieję, że i tym razem uda mi się go zobaczyć. Lubię zwierzęta. Przynajmniej one nigdy nie marudzą, że nie odpowiada im moje towarzystwo.
Niespiesznym krokiem ruszyłam w stronę rynku. Na ulicy, którą szłam, jest kilka całkiem fajnych sklepów z ubraniami. Ale tym razem to nie one przykuły moją uwagę. Nowa księgarnia? A to dopiero! Pomyślałam, że wejdę na chwilę. Może mają jakieś ciekawe baśnie? Lubię bajki. I w ogóle nie uważam, żebym była już na nie za stara. Przecież dziesięć lat, to wcale jeszcze nie tak dużo. Najbardziej podobają mi się te o księżniczkach. W końcu są tak jakby o mnie. Babcia codziennie czyta mi jakąś do snu. Oczywiście, mogłabym czytać je sobie sama, ale przeważnie mi się nie chce. Wolę posłuchać, jak robi to ktoś inny.
W księgarni było pusto. Oprócz książek i kilku kolorowych obrazków na ścianach, niewiele tam było do oglądania. Podeszłam do pierwszej lepszej półki. Zdążyłam przejrzeć zaledwie trzy książki, zanim podszedł do mnie taki stary, łysiejący pan.
– Pomóc w czymś, słoneczko? – zapytał uprzejmym głosem.
Za piękny to on nie był, ale przynajmniej wydawał się miły.
– Chcę książkę. Taką z bajkami – odparłam zdecydowanie. – Ale żeby były oryginalne. Wszystkie te bardziej znane umiem już na pamięć.
– Już się robi.
Pan ukłonił się grzecznie i wybrał jedną z książek. Była duża, ale niezbyt gruba, a okładka miała dokładnie taki odcień bladego fioletu, jaki podoba mi się najbardziej. Ozdabiające ją, wymyślne, srebrne wzory, błyszczały brokatowym blaskiem.
– Lubisz baśnie? Musisz mieć bogatą wyobraźnię – zagadnął. – Mogę wiedzieć, jakie plany na przyszłość ma ktoś tak wyjątkowy, jak ty? Kim chciałabyś zostać?
– Księżniczką! Albo przynajmniej żoną księcia – zawołałam twardo.
Jakby nie było to dość oczywiste.
– Księżniczką? Zdaje mi się, że już nią jesteś.
Stary pan puścił do mnie oczko, a ja zachichotałam dźwięcznie. Miałam rację, był bardzo miły. Zresztą, czy ja kiedykolwiek nie mam racji?
– W takim razie, niech będzie, że ja jestem nadwornym czarodziejem, który ma dla swojej księżniczki magiczny podarek. Tę oto czarodziejską księgę.
– Dla mnie? – Wzięłam książkę z jego rąk, oglądając ją uważnie i z przodu i z tyłu. – Eee… a co ona potrafi?
– Przeczytaj ją, a sama się przekonasz. – To mówiąc, puścił oczko po raz kolejny.
– No to przeczytam – stwierdziłam, kiwając lekko głową. – Dostanę jakąś jeszcze?
– Myślę, że jak na razie, ta jedna w zupełności ci wystarczy.
Chciałam się kłócić, ale w oczach tego starego pana było coś, co mi na to nie pozwoliło.
– Niemniej jednak jestem przekonany, że kiedy już ją przeczytasz, szybko tu wrócisz.
– Po kolejną książkę? Kiedy przeczytam tę, będę potrzebować następnej. Też ją od pana dostanę?
– Obiecuję, że kiedy przeczytasz tę książkę, dostaniesz dokładnie to, czego potrzebujesz.
Zaśmiałam się, ale tylko w myślach. Też mi nowina. Przecież ja zawsze dostaję to, czego potrzebuję.