18 czerwca 2016
Maja
Było ciepło i przyjemnie. Delikatny wietrzyk nieznacznie poruszał wysokimi źdźbłami traw porastających zbocza doliny. Błyskotek biegał ile dusza zabraknie i w ogóle byłoby to idealne sobotnie popołudnie, gdyby nie ta nieogarnięta Jula i jej tępe, przestraszone spojrzenie.
Przecież jest ode mnie starsza, powinna być bardziej dojrzała, więcej rozumieć. A ona siedzi, jak ten słup soli, i gapi się w przestrzeń. Zgoda, Błyskotek nie jest może typowym domowym zwierzątkiem, ale znowu bez przesady. To tylko jednorożec. Każda dziewczynka przechodziła kiedyś fazę na jednorożce. To nie może być dla niej aż tak ciężki szok. Co innego, gdybym pokazała jej jakiegoś wielkiego, obleśnego, ryczącego…
– Gyaaah!
Coś wypadło z pobliskich krzaków, rycząc przeraźliwie.
No i masz. Wykrakałam. Wielki, obleśny stwór, dokładnie taki, jakiego miałam na myśli kilka sekund wcześniej, stanął przed nami, dysząc ciężko i odkładając na ziemię coś, co najbardziej przypominało chyba zmaltretowany worek ziemniaków.
Błyskotek zatrzymał się, zarżał ze strachu, stanął dęba, po czym w jednej chwili zniknął mi z oczu. No tak, musiał się naprawdę nieźle wystraszyć. W sumie to nawet mu się nie dziwię. Ani Julce, która też podskoczyła w miejscu i zerwała się na równe nogi.
– Gdzie koń?! Gdzie nasza mięso?! – zaryczał znowu stwór.
Rany, w życiu nie widziałam jeszcze czegoś tak brzydkiego. Czy to też sprawka tego czarodzieja z księgarni? Bo jeśli tak, to wyczarowując tego potwora za bardzo się nie postarał.
– Ej, ty, kupo mięśni! – zawołałam. Niech sobie nie myśli, że będzie tak bezkarnie straszył mojego biednego Błyskotka. – Tak się składa, że to mój jednorożec, więc łaskawie się stąd zabieraj i poszukaj sobie żarcia gdzieś indziej!
Stwór spojrzał na mnie spode łba. Chyba nie potraktował moich słów zbyt poważnie, bo tylko prychnął przez nos i zaczął dalej rozglądać się po dolinie.
– Co to za potwór? – Usłyszałam za sobą przestraszony szept Julki. – Uważaj!
Jula pociągnęła mnie gwałtownie w tył, kiedy wyrośnięty stwór nagle skoczył naprzód z ogłuszającym rykiem. Obie upadłyśmy na trawę. Zabolało. Super, będą siniaki – pomyślałam niezadowolona.
Zanim spróbowałam się podnieść, ktoś jeszcze wskoczył pomiędzy nas a potwora. W pierwszej chwili nie poznałam go w rażącym, letnim słońcu, które świeciło mi prosto w oczy. Zaraz jednak zorientowałam się, że tego dziwaka po prostu nie da się z nikim pomylić. To na pewno on, chłopak sprzed kwiaciarni.
– Łapy precz od mojej Julii, potworze! – wycedził przez zaciśnięte zęby, mierząc przed siebie swoim krótkim mieczem.
Więc jednak miałam rację, to nie plastikowa zabawka.
– A ten tu skąd? – zapytała Julka słabym szeptem.
– Przybyłem za głosem serca, słońce moje.
– To było pytanie retoryczne. – Dziewczyna wywróciła oczami.
– Nie lękaj się, piękna ma! Prędzej zginę, niż pozwolę mu cię tknąć! – zawołał dziwak, wymachując swoim mieczykiem, który przy ogromnym stworze wyglądał jak wykałaczka.
– Wróg! Rook miażdżyć każda wroga! – ryknął potwór.
Jednym ruchem wielkiej łapy powalił Romea na ziemię, a drugą łapą odpiął od pasa ciężki topór i zamachnął się nim nad głową. Przymknęłam oczy, tak na wszelki wypadek. Nie lubię widoku krwi.
– Stój! Stój Rook, to nie wrogowie!
Nie znałam głosu, który odezwał się w tamtej chwili, więc szybko otworzyłam oczy, rozglądając się ciekawie. Za plecami warczącej bestii stało to, co wcześniej wzięłam za worek ziemniaków. Potargany, wybrudzony chłopak, którego ubranie faktycznie wyglądało trochę jak stary worek. Poszyte, miejscami podarte i brudne, jakby tarzał się w nim po torfie. To umięśnione coś, które go tu przyniosło, musiało go po drodze nieźle wytarmosić.
– Ghraa An’tek, on mierzyć do mnie mieczem.
– Bo go wystraszyłeś – krzyknął chłopak z wyrzutem. – Każdy by się bronił.
– Kim jesteście? – zawołała Julka.
Nie sądziłam, że jej głos może brzmieć na jeszcze bardziej przestraszony niż wcześniej. A jednak.
– Ja… ja jestem Antek – niepewnie wydukał potargany chłopak, drapiąc się nerwowo po karku. – A ten duży to Rook, mój… Dobra, wiem, że to głupio zabrzmi, ale to mój ork.
Jego ork? No proszę, robi się ciekawie.
Poczułam, jak niewidzialny pysk Błyskotka trąca mnie w prawe ramię. Odruchowo podniosłam dłoń, żeby pogładzić go po głowie. Dziwnie to wyglądało, jakbym głaskała powietrze.
– Wcale nie głupio – powiedziałam szybko. – Co, ty też byłeś w księgarni?
– Skąd wiesz? – Antek zrobił na mnie duże oczy.
– Bo tak się składa, że nie tylko ty dorobiłeś się zwierzaczka. Wszystko ci opowiemy, ale najpierw niech ten twój charczący wielkolud się uspokoi, bo straszy mi Błyskotka.
Antek skinął posłusznie głową i odwrócił się do orka przez ramię.
– Rook, proszę.
Rook, bez jednego warknięcia sprzeciwu, usiadł w cieniu przy kępie krzaków, z której jakiś czas temu wyskoczył. Znalazł jakiś gruby patyk, złamał go na pół, a potem zaczął jego ostrym końcem dłubać sobie między pożółkłymi kłami. Fuj! Temu to by się przydał płyn do płukania zębów. Dobrze, że siedział za daleko, żebym mogła poczuć jego oddech. To dopiero musiał być zapaszek!
My również usiedliśmy na trawie i opowiedzieliśmy sobie ze szczegółami wszystko, co przydarzyło się nam w ciągu ostatnich dni. Jak zawsze miałam rację, nie tylko ja dostałam od staruszka z księgarni niezwykły prezent.
Na początku zrobiło mi się trochę przykro, bo skoro Antek i Julka też mają czarodziejskie książki, to znaczy, że moja wcale nie jest już taka wyjątkowa. Ale jak to sobie trochę przemyślałam, to nawet ucieszyłam się, że nie siedzę w tym sama. Jednorożec, ork i zakochany po uszy dziwak w rajstopach – może być z tego niezła zabawa.
– Musimy tam pójść – zadecydowała twardo Julka.
– Do księgarni? – upewnił się Antek, co chwilę nerwowo spoglądając za siebie, czy Rook aby na pewno nie robi nic, czego robić nie powinien.
Ork był jednak zaskakująco posłuszny, jak na coś tak wielkiego i brzydkiego. Zabawne. We wszystkich moich ulubionych bajkach, ten brzydki był zawsze zły i nieokrzesany. Romeo siedział kilka metrów dalej, starając się nie spuszczać wzroku ani z Rooka, ani z Julki. Błyskotek, natomiast, przemógł się wreszcie i przestał być niewidzialny. Ciągle jednak nie odważył się biegać po dolinie tak śmiało jak wcześniej. Raczej skubał trawę tuż przy moim boku.
– Tak. Musimy porozmawiać z panem Ewarystem. Niech on coś z tym zrobi. Fajnie, że dał nam książki, ale wiecie – odchrząknęła cicho, zniżając głos i wskazując wzrokiem na Romea – nie chcę, żeby on tak wciąż za mną łaził. Głupio się czuję.
– Jak dla mnie w porządku – odezwał się Antek. – Możemy tam iść nawet zaraz. Jest tylko jeden, mały problem. Nie wiem jak przeprowadzić Rooka przez miasto. A samego na pewno go tu nie zostawię, jeszcze coś narozrabia i będą kłopoty.
– Ja wiem – oświadczyłam spokojnie, wstając z miejsca.
Naprawdę, co oni by beze mnie zrobili? Pogłaskałam Błyskotka po grzbiecie i przejechałam dłonią aż do jego jasnofioletowego ogona. Miękkie włosie było takie przyjemne w dotyku. Ostrożnie oddzieliłam pojedynczy włos i zacisnęłam go między palcami.
– Może trochę pociągnąć. Wybacz, Błyskotku – powiedziałam uspokajającym tonem, po czym wyrwałam długi włos z ogona jednorożca.
Błyskotek zniósł to bardzo dzielnie. Nawet nie pisnął.
– Co ty robisz? – zapytał Antek, przyglądając mi się z zaciekawieniem.
– Zobaczysz. No, dalej, zawołaj tu tego swojego Shreka.
Chłopak skinął dłonią, a Rook natychmiast znalazł się przy nim.
– Tylko się nie wierć – upomniałam, zawiązując włos z ogona Błyskotka wokół jego nadgarstka.
Rany, ale grube łapska! Ledwie udało mi się zawiązać supeł. Kiedy tylko skończyłam, Rook, tak samo jak wcześniej mój Błyskotek, zniknął nam z oczu.
– No i już. Gotowe.
– Gdzie on jest? Gdzie potwór? – Romeo podbiegł do nas, czym prędzej zasłaniając Julkę własnym ramieniem. – Nie lękaj się, najdroższa, nie dam cię skrzywdzić!
– Weź już przestań, nic się nie dzieje – warknęła Jula, odsuwając się od niego na dwa kroki.
– Co zrobiłaś Rookowi? – spytał w końcu Antek, rozglądając się niepewnie na wszystkie strony.
– Nic. Jest dokładnie tu, gdzie był przed chwilą. Widzisz?
– No właśnie nie widzę.
– Faceci – westchnęłam ciężko, przewracając oczami.
Chwyciłam dłoń Antka i pociągnęłam ją w miejsce, gdzie, o ile dobrze zapamiętałam, powinna być gruba, orkowa łapa.
– Teraz widzisz?
– Dalej nie widzę, ale… ale czuję. Rzeczywiście tu jest. Co mu zrobiłaś?
– Ja? Nic takiego. Jest po prostu niewidzialny. Przynajmniej chwilowo. Teraz już nie wystraszy całej Gołańczy, kiedy przeparadujesz z nim przez rynek. Chyba o to chodziło, prawda?
– Tak, dokładnie o to! – ucieszył się Antek. – Ale… czy tak już mu zostanie? No wiesz, mieć orka to super sprawa, ale mieć niewidzialnego orka, to już trochę nieporęczne…
– Nie słuchałeś mnie. – Nadęłam niecierpliwie policzki. Kurczę, czy do tego chłopaka naprawdę nic nie dociera? – Przecież mówiłam, że to chwilowe. Wystarczy, że zdejmiesz włos Błyskotka z jego ręki i już będzie normalnie. Odkryłam to przypadkiem, kiedy szczotkowałam Błyskotkowi ogon i kilka włosów zaplątało mi się między palcami.
– Super! – Antek ucieszył się szczerze. – Teraz możemy iść!
– Tak, możemy. A ty na przyszłość pomyśl o jakimś normalnym ubraniu dla swojego kochasia – powiedziałam, wskazując na Julkę palcem – bo na niego cennych włosów Błyskotka marnowała nie będę. Jeszcze mi biedak zupełnie wyłysieje.