21 czerwca 2016
Julka
 
Dziś nie chciałam wracać do domu od razu po lekcjach. Czułam, że muszę odpocząć od mamy, która bez przerwy chodzi smutna. Chciałam zająć czymś myśli, porozmawiać z kimś, kto mnie zrozumie… Problem jednak w tym, że nie bardzo miałam z kim porozmawiać. A może raczej nie bardzo wiedziałam, kto mógłby mnie zrozumieć.
Sytuacja była trudna. Tęskniłam za tatą. Brakowało mi jego obecności, codziennego „cześć”, kiedy rano wychodził do pracy, jego chrapania, gdy drzemał w fotelu przed telewizorem. Komu jednak miałabym to wszystko opowiedzieć? Dla mamy sprawa ciągle jest jeszcze zbyt świeża i nie chciałam dodatkowo jej dołować. A moi znajomi? Uważałam, że to raczej kiepski pomysł, żeby szukać u nich zrozumienia. Pewnie każdy normalny nastolatek uznałby, że przynudzam i szybko zmienił temat. To, że jestem raczej nieśmiałą osobą, też nie ułatwiało mi sprawy. Przecież nie podejdę do nikogo od tak i nie powiem: „Ej, porozmawiasz ze mną?”. Nie, nie, nie. To głupie…
Widocznie jednak miałam dzisiaj trochę szczęścia, bo kiedy wychodziłam ze szkoły, dogonił mnie Antek i sam zaproponował spacer. Było mu w zasadzie wszystko jedno, dokąd pójdziemy. Cóż, najwidoczniej nie tylko mnie nie spieszyło się dziś z powrotem do domu. Już na pierwszy rzut oka łatwo było zgadnąć, że jego też coś gryzie. Miał tak strapioną minę, jakby go coś bolało. Zapytałam nawet, czy dobrze się czuje i czy aby na pewno nie wolałby po prostu pójść do domu, ale on stanowczo odmówił.
Ponieważ Antek nie miał w głowie żadnego konkretnego planu, to ja wybrałam miejsce, do którego moglibyśmy się przespacerować. Zaproponowałam, żebyśmy przeszli się na dolinę. Naprawdę polubiłam to miejsce. Spodobało mi się już wówczas, kiedy Maja zabrała mnie tam za pierwszym razem. Nic jednak wtedy nie mówiłam, bo byłam zbyt zajęta myśleniem o znikających jednorożcach i innych dziwadłach, żeby podziwiać piękno przyrody. Ale teraz już wiem – to naprawdę fajne miejsce. Takie spokojne i nawet trochę romantyczne.
Właśnie, mówiąc o romantyzmie… Dlaczego Romeo nie może siedzieć grzecznie w księgarni, jak pani Maria czy ten piłkarz? Oskar i Bartek poprosili, tamci posłuchali. A ja co? Prosiłam chyba ze sto razy, a ten cały Romeo wlecze się za mną krok w krok i w kółko plecie coś o urodzie, pięknie, czystości i nie wiadomo czym jeszcze. Wychodzę ze szkoły, on czeka pod szkołą. Kładę się spać, on stoi pod balkonem. Raz nawet próbował coś śpiewać. Kurczę, to takie niezręczne. Dobrze, że chociaż strój zgodził się zmienić. Gdyby tak latał po Gołańczy w tych swoich rajstopkach, na bank prędzej czy później ktoś by się nim zainteresował. A teraz, ubrany bardziej współcześnie, nie rzuca się zbytnio w oczy. No, pod warunkiem, że się nie odezwie.
Tak czy inaczej, pospacerować bez Romea się nie dało. Razem z Antkiem szliśmy wolno długą, piaszczystą drogą wzdłuż doliny, a on raz wlekł się za nami, mrucząc pod nosem te swoje wzniosłe poematy na mój temat, to znów wybiegał naprzód, machając krótkim mieczykiem, jakby chciał posiekać na kawałki natrętnego komara.
– Muszę, o piękna, ćwiczyć swój fechtunek, by móc ochronić cię przed wszelkim niebezpieczeństwem! – wołał przy tym.
A ja tylko wkurzałam się bardziej i bardziej. Wreszcie nie wytrzymałam.
– No nie – warknęłam pod nosem. – Co ja bym dała za dziesięć minut spokoju od tego pajaca...
– Da się zrobić – oświadczył Antek po krótkim zastanowieniu.
Odwrócił się i po cichu zagadał do pojedynkującego się ze swoim cieniem chłopaka:
– Hej, Romeo, Julka zwierzyła mi się właśnie, że bardzo ucieszyłby ją bukiet tych pięknych, polnych kwiatów. Widzisz? Tych, które rosną o tam, niedaleko.
– Tak rzekła? Julio, moja najpiękniejsza, twoje słowo jest dla mnie najsłodszym rozkazem. Spieszę go wypełnić! – zawołał Romeo.
I tyle go widzieliśmy. Nim się spostrzegłam, zanurkował gdzieś wśród traw, polując na chabry i rumiany.
– Myślisz, że to wystarczy? – zapytałam, spoglądając na Antka niepewnie.
– Spokojna głowa. Maja opowiadała mi, jak długo wybierał dla ciebie różę, kiedy go po raz pierwszy zobaczyła. Uwierz, mamy go z głowy na jakiś czas.
Odetchnęłam głęboko, przymykając na chwilę oczy. Powietrze jest w tej okolicy takie czyste, że niemal można poczuć jego świeży smak na języku. Tu jest trochę jak nad morzem, przynajmniej w pewnym sensie. Polną drogę i dolinę rozdziela podłużny, wąski pas pól, porośnięty przez tańczące lekko na wietrze, złote jak nadmorski piach, kłosy. Zupełnie jak plaża. Tyle, że zamiast wody, otwierała się pod nami zielona, szumiąca trawą i liśćmi, toń gołanieckiej doliny. Tak, nawet szum się zgadzał. Otaczające dolinę wiatraki, stojące to tu, to tam, jak stado wielkich, białych żurawi, leniwie kręciły śmigłami, z każdym kolejnym obrotem wydając z siebie ciche szu… szu… szu… I tak bez końca.
– A gdzie Rook? – spytałam, przerywając długą chwilę bardzo przyjemnej, szumiącej ciszy.
– Pewnie poluje gdzieś po krzakach.
– Nie boisz się zostawiać go samego na tak długo?
Antek tylko wstrząsnął ramionami.
– Niech sobie pozwiedza okolicę. Uprzedziłem go, żeby nie wychodził z lasu. A ja bardziej przechlapane i tak już mieć nie będę. Nawet, gdyby Rook zrobił coś strasznie głupiego.
– To znaczy?
– Mam problem z rodzicami – wyznał, nie patrząc mi w oczy.
– Ty też? – zapytałam bez entuzjazmu.
Antek niemrawo skinął głową. Znowu zapadła między nami cisza, tym razem już nie tak przyjemna, a bardzo krępująca.
– No dobra, ty pierwsza – powiedział wreszcie Antek i popatrzył na mnie wyczekująco.
– Nie, ty mów. Proszę. Tak będzie mi łatwiej.
– Okej. No więc… W sumie, to niezbyt długa historia. Moi rodzice myślą, że jestem złodziejem.
– Co? Dlaczego? – zdziwiłam się szczerze.
Przecież Antek to taki miły chłopak. Jak rodzice mogą posądzać go o coś takiego?
– Tak wyszło. Mama przyłapała mnie z telefonem Bartka i jest święcie przekonana, że go komuś zwinąłem. Ale najgorsze, że na pewno powie wszystko tacie. A wtedy czeka mnie bardzo trudna rozmowa. Ech, chciałbym mieć to już za sobą.
– To w czym problem? Idź do taty i sam mu wszystko wyjaśnij, zanim zrobi to twoja mama.
– Kiedy właśnie nie mogę. Tata jest za granicą. Wyjechał do pracy. Mama jutro do niego zadzwoni i na mnie naskarży. I nawet jeśli będę się wypierał, to kto mi uwierzy, że dostałem tę głupią komórkę od Bartka?
– Faktycznie nieciekawie… – mruknęłam.
Nie wiedziałam, co powinnam Antkowi poradzić. I czy w ogóle powinnam radzić mu cokolwiek. W końcu, jeśli chodzi o sprawy z rodzicami, to sama ze swoimi nie radzę sobie najlepiej.
– No właśnie. – Antek odetchnął ciężko.
– Zaraz, twój tata wyjechał za granicę? – zapytałam po chwili.
– Tak.
– Dawno?
– Pracuje tam już chyba ze trzy lata. Widzimy się najwyżej raz na parę miesięcy. Strasznie mi go brakuje, ale tata sam mówi, że lepiej siedzieć w pracy tam, niż bez pracy tutaj. Dlaczego pytasz?
– Bo wiesz… mój tata też z nami nie mieszka – odparłam cicho.
Z jednej strony trudno było mi rozmawiać na ten temat, ale z drugiej poczułam maleńką ulgę. W końcu Antek sam przyznał, że on też tęskni za swoim tatą, a to znaczy, że może chociaż po części będzie potrafił zrozumieć, przez co teraz przechodzę.
– Wyjechał do pracy? – zapytał Antek.
– Nie. Raczej do swojej nowej dziewczyny. A z moją mamą postanowił się rozwieść.
– Aj… no, to rzeczywiście kiepsko. Domyślam się, co czujesz. No wiesz, twój tata wyjechał, mój też. Wiem, jakie to trudne się przyzwyczaić.
– Ale ty przynajmniej masz pewność, że twój tata kiedyś wróci. No i że rodzice dalej cię kochają. Oboje – powiedziałam smutno.
– O tak. Zwłaszcza, kiedy traktują mnie jak złodzieja – zażartował Antek.
Chyba chciał w ten sposób trochę poprawić mi humor. Nie bardzo mu się to udało.
– Moja piękna! – Romeo pojawił się dosłownie znikąd, wskakując pomiędzy nas z dużym bukietem polnych kwiatów w dłoni. – To dla ciebie!
No i tyle w temacie świętego spokoju. Nie chciałam go urazić, ale naprawdę dobrze rozmawiało mi się z Antkiem, dlatego delikatnie odsunęłam sprzed swojej twarzy dłoń Romea, razem z okazałym, rumiankowym wiechciem i spytałam grzecznie:
– Czy mógłbyś dać nam jeszcze chwilę? Rozmawiamy.
– A o czymże to rozmawiacie, moja najmilsza?
– No… o miłości – przyznałam zgodnie z prawdą. W końcu to właśnie na tym stanęło, zanim Romeo wszedł nam w paradę z tym swoim bukietem.
– O miłości? Julio, najdroższa, o miłości wiem wszystko! Pytaj, a natychmiast odpowiem.
– A co ty możesz wiedzieć? Jesteś tylko postacią z książki. Ciebie ktoś wymyślił – powiedziałam z lekkim wyrzutem w głosie.
– Zapewniam cię, o piękna Julio, że wiem co mówię. Może i jestem tylko książkową postacią, ale na końcu historii, którą dla mnie wymyślono, oddaję z miłości życie.
– Chyba z głupoty – wtrącił Antek spokojnym głosem.
– Coś ty rzekł? Jak możesz?! – oburzył się Romeo. – Historia mojego uczucia zachwyca ludzi od wielu pokoleń! Jest dla świata wzorem miłości, miłości aż po grób.
– No właśnie, po grób. – Antek nie dawał za wygraną. – A mogła się skończyć zupełnie inaczej.
– Co masz na myśli? – Po minie Romea widać było, że nie rozumiał.
Ja zresztą też nie, jeśli mam być tak zupełnie szczera. Antek nie przejął się wcale naszymi zdziwionymi minami, tylko zaczął powoli i spokojnie tłumaczyć swój punkt widzenia.
– Znam twoją historię, czytałem ją kiedyś. Jeśli się nie mylę chodziło w niej o to, że pokochałeś pewną dziewczynę, ale wasze rodziny za bardzo się nienawidziły, żebyście mogli być razem. Dlatego twoja ukochana postanowiła, że będzie udawać martwą, a potem wspólnie uciekniecie i będziecie razem już na zawsze. Ty jednak nic nie wiedziałeś o jej planach. Kiedy zobaczyłeś, jak udaje, myślałeś, że naprawdę umarła i z rozpaczy sam się zabiłeś. Dobrze pamiętam?
– Tak właśnie było – zgodził się Romeo.
– A dlaczego to zrobiłeś? Dlaczego wybrałeś śmierć? – dopytywał dalej Antek.
– Jak to, dlaczego? Widząc mą ukochaną bez życia pomyślałem, że straciłem wszystko! Bez niej nie miałem już nic na tym świecie!
– I to właśnie była głupota. To, że tak pomyślałeś. – powiedział szybko Antek, chwilę później zwracając się już tylko do mnie. – Julka, posłuchaj, nigdy nie tracimy wszystkiego. Nawet, kiedy myślimy, że tak jest, to nieprawda. Możemy stracić coś, co jest dla nas ogromnie ważne, może nawet najważniejsze, ale zawsze będzie też coś, co nam jeszcze zostanie. Czasami strata boli nas tak bardzo, że tego co nam zostaje wcale nie widzimy. Ale to coś jest, trzeba tylko lepiej poszukać. Trzeba o to walczyć. Romeo nie walczył. Gdyby to zrobił i spróbował żyć dalej, jego ukochana w końcu obudziłaby się i ich historia doczekałaby się szczęśliwego zakończenia. Albo przynajmniej takiego trochę mniej tragicznego. W każdym razie, wystarczyło zawalczyć. Jeśli nie zawalczysz, przegrasz od razu. Jeśli spróbujesz, nigdy nie wiadomo, ile możesz wygrać.
– Hmm… nigdy nie myślałem o tym w ten sposób – przyznał szczerze Romeo.
– Ja też nie – zgodziłam się z nim.
Mój wzrok utkwił nieruchomo w przyjemnej zieleni doliny. Zamyśliłam się głęboko. Dobrze czasami poznać punkt widzenia innych. To może zupełnie zmienić sposób w jaki patrzymy na pewne sprawy. Westchnęłam cicho. Czułam, że tej nocy będę miała jeszcze wiele do przemyślenia.