22 czerwca 2016
Antek
To popołudnie zapowiadało się na najgorsze w moim życiu. Kiedy tylko wszedłem do domu, mama podała mi talerz z obiadem i surowym tonem oświadczyła, że mam się szykować, bo za chwilę dzwoni do taty. No tak, teraz to na pewno będę w stanie coś przełknąć – pomyślałem, niechętnie spoglądając na parujące na talerzu ziemniaki.
Usiadłem przy stole i zacząłem bezmyślnie jeździć palcem po wytartych wzorach na ceracie, która była z nami już chyba ze trzy lata. Nic dziwnego, że wzorków już prawie nie widać. Co ja powiem tacie? I, gorsza sprawa, co tata powie mi? Dlaczego mam obrywać za niewinność? Rozumiem, jesteśmy biedni. Godzę się z tym, choć raz wychodzi mi to lepiej, a raz gorzej. Ale żeby kraść? A co, jeśli tata faktycznie w to uwierzy? Dobrze chociaż, że Norbert jeszcze nie wrócił z warsztatu. Nie zniósłbym tego jego złośliwego uśmieszku, słowo daję!
Przez zamknięte drzwi dochodziły do mnie pierwsze odgłosy rozmowy. A raczej połowy rozmowy, bo odpowiedzi taty oczywiście nie słyszałem. Mama zaczęła od standardowego, szybkiego streszczenia wydarzeń z ostatniego tygodnia, czyli powiedziała, że u nas wszystko dobrze, że nic ciekawego się nie działo i że za nim tęsknimy. Po co ona to mówi, za każdym razem to samo? Czasami mam wrażenie, że dzwoni tylko po to, żeby usłyszeć głos taty. No, może i jest to jakieś wyjaśnienie. Ale mogłaby choć raz zacząć trochę inaczej. Ja przynajmniej opowiadam tacie co w szkole, co nowego czytałem, a co jeszcze chciałbym przeczytać. Czy nie na tym polega rozmowa? Wiadomo, że za nim tęsknię, ale szkoda mi czasu, żeby mu to ciągle powtarzać. Przecież mamy dla siebie tylko parę minut w tygodniu. Wolę je wykorzystać na naprawdę ważne rzeczy.
Poczułem zimno na karku, kiedy usłyszałem swoje imię. Nie minęła chwila, a drzwi uchyliły się i mama spojrzała przez szparę, czy przypadkiem nie uciekłem jej z kuchni. No bez przesady. Najpierw złodziej, a teraz jeszcze tchórz? Fakt, bałem się jak nie wiem co, ale odwaga nie polega przecież na tym, że ktoś się nie boi, prawda? Tylko na tym, żeby mimo strachu nie uciekać. Ja uciekać nie zamierzałem. A niech tam. Złodziej czy nie, przynajmniej porozmawiam z tatą.
Mama, najkrócej jak umiała, opowiedziała tacie całą historię z telefonem Bartka. Swoją drogą, gdybym faktycznie ukradł tę komórkę, to czy standardowy tekst mamy: „u nas wszystko dobrze, nic ciekawego się nie działo” dalej pasowałby do sytuacji? Przynajmniej ja nie twierdziłbym, że wszystko jest dobrze i że nic się nie stało, gdybym podejrzewał swojego syna o kradzież. No, ale mniejsza o to. Mam w końcu dopiero czternaście lat, pewnie nie wszystko jeszcze rozumiem.
– Antek, tata chce z tobą porozmawiać.
Mama podała mi telefon przez uchylone drzwi. Spojrzała na mnie poważnie, po czym cicho zamknęła się w pokoju. Czyli szykowała się typowa męska rozmowa. Niedobrze.
Przełknąłem ślinę, nerwowo spoglądając na stary, zniszczony telefon mamy. Komórka Bartka też nie była nowa, a mimo to wyglądała na sto razy bardziej nowoczesną od tego antyka. I co z tego? Po co w ogóle zgodziłem się ją zabrać? Mogłem wtedy w księgarni nazmyślać, że mam komórkę, że po prostu zostawiłem ją w domu, a potem jakoś bym to odkręcił. Pewnie łatwiej byłoby mi wtedy nakłamać Bartkowi i reszcie, niż teraz wyjaśnić wszystko tacie. Przecież i tak mi nie uwierzy. Skoro mama nie uwierzyła…
– Halo? Antek, jesteś tam?
Zamyśliłem się tak głęboko, że dopiero wołający z głośnika głos taty sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Szybko przyłożyłem telefon do ucha i cicho, niepewnie odpowiedziałem:
– Tak, tato?
Tata westchnął ciężko zanim zaczął mówić dalej.
– Więc chciałeś mieć swoją komórkę. Aż tak bardzo – powiedział, wyraźnie akcentując ostatnie dwa słowa.
– Nie, nie chciałem. Wcale mi nie zależy – wydusiłem z siebie najszybciej, jak tylko potrafiłem.
– Ale ją masz. Mama mówiła, że Norbert przyłapał cię ostatnio, jak dzwoniła ci w kieszeni.
– No tak, mam, ale… – w ostatniej chwili ugryzłem się w język.
Mało brakowało, a w przypływie szczerości chlapnąłbym coś o panu Ewaryście i jego księgarni. Wtedy to dopiero musiałbym się gimnastykować, żeby to wszystko wytłumaczyć. Zamiast tego, wolałem zaciąć się w połowie zdania, zaczynając w ten sposób długą i podejrzaną chwilę ciszy, która zdecydowanie nie przemawiała na moją korzyść.
– Aha – mruknął tata, takim tonem, jakby wszystko już wiedział i wszystko rozumiał. – Wiesz, naprawdę nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę musiał z tobą rozmawiać na ten temat. Myślałem, że to ty jesteś ten rozsądniejszy. Po wszystkich numerach Norberta, za które musieliśmy z mamą świecić oczami, myślałem, że chociaż z tobą będzie łatwiej… – Tata mówił powoli, a rozczarowanie kapało z jego głosu, jak sok z wyciskanej pomarańczy. Niemal czułem jego zapach.
Zabolało.
– Tato, ja… ja naprawdę nie chciałem… To znaczy, ten telefon, to wcale nie dlatego… – jąkałem się bez ładu i składu.
Niepotrzebnie. Każde moje kolejne słowo coraz bardziej brzmiało jak tłumaczenie się i coraz mocniej przybijało mi na czole tabliczkę z napisem: „winny”.
– Nie, Antek. Nic już nie mów. Jesteś już na tyle dorosły, żeby brać odpowiedzialność za to, co robisz. Rozumiem, że mamie jest ciężko samej, z waszą dwójką, ale kiedy tylko wrócę… Antek? Co to za hałas?
Niemal upuściłem telefon, kiedy coś z impetem przyłożyło w nasze drzwi, a potem otworzyło je gwałtownie. Cofnąłem się odruchowo. Na chwilę odebrało mi mowę, kiedy zobaczyłem przed sobą zziajanego, potarganego Bartka. Wyglądał, jakby przebiegł maraton. Od razu, bez żadnych ceregieli czy wyjaśnień, wskazał palcem na telefon, z którego ciągle dobiegało niewyraźne, nerwowe nawoływanie mojego ojca.
– Twój tata? – zapytał, dysząc ciężko.
Pokiwałem głową. Nie zdążyłem zebrać się na żadną inną odpowiedź.
– Dawaj. – Bartek machnął na mnie ręką, pospieszając mnie.
Dałem mu komórkę mamy, a raczej sam wyszarpnął mi ją z dłoni.
– Dzień dobry – zawołał, robiąc dwa głębokie wdechy dla uspokojenia tchu. – Mam na imię Bartek, chodzę z Antkiem do szkoły. To ja pożyczyłem mu komórkę. To był mój pomysł – oświadczył bez wahania.
Nie wiem co tata na to odpowiedział, bo jedyne co słyszałem, to ciche trzeszczenie starego głośnika maminej komórki.
– Tak. Co? Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu chciałem sobie z nim popisać SMS-y. Wie pan, czasem gramy razem w nogę, a ja lubię mieć kontakt z chłopakami z boiska. A jeśli mi pan nie wierzy, to mogę podać numer do mojego taty i on wszystko potwierdzi.
Bartek znów zamilkł na chwilę, a głośniczek zatrzeszczał cicho.
– Aha, jasne. Do widzenia. Twój tata chce jeszcze z tobą gadać. – To ostatnie zdanie Bartek skierował już do mnie. Skinął głową, chcąc dodać mi odwagi i wcisnął mi telefon z powrotem do ręki.
– S… słucham? – zacząłem bez przekonania.
– Antek? Naprawdę nie wiem co powiedzieć…
No to jest nas dwóch – pomyślałem. Spojrzałem na Bartka, który rozsiadł się na odrapanym taborecie pomiędzy stołem a lodówką i wyprostował wygodnie nogi. Skąd on się tu niby wziął? Nie mogłem połapać się w sytuacji.
– Synku, przepraszam. Wiem, że nie stać nas na wiele rzeczy, które mają twoi koledzy i na pewno jest ci z tym ciężko. Do tego prawie nigdy nie ma mnie w domu, nie wiem co się tam u was dzieje. I przez to wszystko… naprawdę uwierzyłem, że mogłeś to zrobić. Uwierzyłem, że mogłeś ukraść ten telefon.
– Tato, nie przejmuj się, to tylko…
Nie dokończyłem, bo rozczarowanie było zbyt wyraźne w moim głosie, żebym mógł udawać, że nie jest mi przykro. Bo było. Z jednej strony było mi strasznie przykro, że tata i mama uwierzyli Norbertowi, ale z drugiej cieszyłem się, że mam już tę rozmowę za sobą. No i tata przeprosił.
– Obiecuję ci, że już więcej nie popełnię takiego błędu. Dasz mi jeszcze mamę na chwilę?
Skinąłem głową, zapominając, że tata i tak mnie nie widzi. Zapukałem do pokoju rodziców. Mama otworzyła tak szybko, że miałem wrażenie, że cały czas czekała pod drzwiami. Podałem jej telefon i zamknąłem drzwi. Chciałem, żeby rodzice mogli porozmawiać na spokojnie. Zresztą sam też chciałem pogadać z Bartkiem. Nie zdążyłem jednak nawet zapytać go co tu robi, bo to on odezwał się do mnie jako pierwszy:
– Widzę, że wstrzeliłem się w idealnym momencie. Ma się ten refleks napastnika, co nie?
– Chyba tak. Ale… dlaczego właściwie tu jesteś? – zapytałem niepewnie. Nie, żebym nie był mu wdzięczny za pomoc, ale dalej nie do końca rozumiałem, co jest grane.
– Jak to dlaczego? Przecież nic mi nie ukradłeś. To chyba jasne, że sprawę trzeba wyjaśnić. Poza tym, stary, to tylko jakaś tam przechodzona komórka. Czemu miałbyś za nią obrywać?
– No, w sumie tak – przyznałem Bartkowi rację. – Ale zaraz, chwila. Skąd ty właściwie wiedziałeś, że mam oberwać za twoją komórkę?
– A, bo wiesz, Jula do mnie napisała. Byłbym szybciej, ale akurat miałem trening i odczytałem jej wiadomość dopiero, kiedy skończyliśmy grać. Nie zdążyłem się nawet przebrać. Od razu wskoczyłem na rower, no i jestem. – Bartek, jakby na dowód, że mówi prawdę, wskazał kciukami na przepoconą, klubową koszulkę, którą miał na sobie. – Tak w ogóle, to nasza Jula chyba nie łapie idei SMS-owania. To mają przecież być krótkie wiadomości. Krótkie! A ta jak się rozpisała… Że twój tata, że komórka, że złodziej… Wypracowanie normalnie. Cztery razy czytałem, zanim wykumałem co i jak. Co? Co się tak szczerzysz?
– Nic. Po prostu cieszę się, że już po sprawie – odparłem, nie mogąc powstrzymać uśmiechu, który sam pchał mi się na usta.
Czy to naprawdę było aż takie proste? Nie byłoby, gdyby nie Julka i Bartek.
– Dzięki.
– Nie ma sprawy. No dobra. Miło się gada, ale muszę spadać. Mama mnie namierza. – Bartek rzucił okiem na swoją komórkę, która wibrowała już dłuższą chwilę, a potem ruszył w stronę drzwi. – Trzymaj się!