22 czerwca 2016
Julka
 
Wróciłam ze szkoły kompletnie wykończona. Niby koniec roku, niby niczego wielkiego od nas nie wymagają, a jednak ledwie trzymałam się na nogach. Byłam niewyspana. Przez prawie całą noc myślałam nad tym, co powiedział mi wczoraj Antek. W szkole też nie mogłam skupić się na niczym innym. Wreszcie, gdzieś w okolicy trzeciej lekcji, doszłam do wniosku, że miał rację. Muszę walczyć! O siebie i dla siebie. Jeśli nie chcę skończyć tak, jak Julia z mojej książki, jeśli nie chcę przegrać, to muszę coś z tym zrobić. Tylko co? I właśnie nad tym zastanawiałam się od trzeciej lekcji wzwyż. Kosztowało mnie to sporo czasu i energii, ale było warto.
Kiedy wróciłam do domu, wiedziałam już co zrobię. Skoro nie mogę porozmawiać z tatą twarzą w twarz, to napiszę do niego list. Usiadłam przy biurku, nad czystą kartką papieru i zaczęłam stukać się długopisem po policzku. Nie chciałam robić tego na komputerze. Odręczne pismo wydawało mi się jakieś takie… no nie wiem, bardziej osobiste?
Nie będę zmyślać, że poszło łatwo. W przeciągu pierwszych piętnastu minut, mój kosz na śmieci zapełnił się zgniecionymi kartkami niemal do połowy, a ręka aż mnie rozbolała od ciągłego kreślenia. Męczyłam się z tym strasznie, ale wreszcie się udało. Westchnęłam głęboko, raz jeszcze spoglądając na zapisaną kartkę.
 
„Kochany Tato,
Tak, dobrze widzisz – kochany. Mogę nienawidzić to, co zrobiłeś mnie i mamie, i mogę być za to wściekła, ale nigdy nie mogę przestać Cię kochać. Nawet, jeśli nie będę chciała się do tego przyznać. Nic na to nie poradzę, dzieci już takie są. Kochają swoich rodziców, choćby nie wiem co im zrobili. Choćby nawet zostawili je bez słowa, tak jak Ty zostawiłeś mnie.
Musisz wiedzieć, że bardzo mi Ciebie brakuje. Czuję się, jakby ktoś wyrwał mi ze środka kawałek czegoś ważnego. Nie taki duży, żeby nie móc bez niego żyć, ale na tyle spory, że jego wyrwanie bolało. I to jak bardzo! Do teraz boli. Zresztą, nie tylko mnie. Mama też bardzo przeżywa to, co się stało i Nie, nic o mamie! Teraz o mnie, tylko o mnie! Serce mi pęka, kiedy słyszę, jak płacze po nocach, ale to sprawa między Wami. Jesteście dorośli i musicie to rozwiązać sami między sobą. Tak samo, jak ja muszę sama ze sobą poukładać wszystko od nowa. Wiem, że to będzie trudne, ale jeśli tego nie zrobię, to przegram. Teraz już to rozumiem.
Okropnie za Tobą tęsknię, ale wiem, że nawet gdybyś teraz wrócił, to już nie będzie to samo. Moje zaufanie do Ciebie rozpadło się na kawałeczki. Tak jak to stłuczone lustro u nas w przedpokoju, kiedy byłam mała. Pamiętasz? Zbiłeś je przypadkiem, spiesząc się do pracy. Uparłeś się wtedy, że je posklejasz i strasznie długo nad tym siedziałeś, ale i tak nic z tego nie wyszło. Chociaż udało Ci się poskładać wszystkie kawałki, to nie dało się już w tym lustrze przejrzeć. Musieliśmy je wyrzucić. Tak samo jest z moim zaufaniem do Ciebie. Jego naprawienie może zająć bardzo, bardzo dużo czasu i nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek się uda. Ale tak strasznie bym chciała, żebyś Ty przynajmniej chciał spróbować je naprawić. Żebyś uparł się i zawalczył o mnie, tak jak o to zbite lustro. Nawet, jeśli miałoby nic z tego nie wyjść. Naprawdę, Tato, bardzo tego potrzebuję.
Chciałabym móc powiedzieć, że rozumiem to, co zrobiłeś. Chciałabym, ale nie mogę. Chciałabym też, żebyś zrozumiał, jak się czułam, kiedy wybrałeś tamtą dziewczynę i jej Wasze dziecko, zamiast mnie i mamy. Gorsza, tak właśnie się czułam. Na początku myślałam nawet, że to moja wina, że to ja zrobiłam coś nie tak. Teraz jednak dotarło do mnie, że to był Twój wybór i że pewnie zrobiłbyś to samo, nieważne czy byłabym najlepszą, czy najgorszą córką na świecie. Po prostu są rzeczy, na które nie mam wpływu i trzeba się będzie z tym pogodzić. I chociaż już to rozumiem, to jeszcze do końca się nie pogodziłam. Ale to przyjdzie z czasem, mam nadzieję.
Na koniec, Tato, chcę Ci powiedzieć jeszcze jedno: jeśli kiedykolwiek postanowisz wrócić, to wiedz, że ja będę na Ciebie czekała. Może nie z otwartymi ramionami. Może odwrócona plecami i z obrażoną miną, ale wciąż będę czekała. To, czy się doczekam, zależy już tylko od Ciebie.
                                                            Twoja córka,
                                                            Julia”
 
Zgięłam list na pół i kurczowo zacisnęłam na nim palce. To była teraz moja broń w walce o siebie. Skuteczna broń, bo chociaż jeszcze go nie wysłałam, to już poczułam się trochę lepiej. Nie wiem czy kiedykolwiek zdobędę się na odwagę żeby go wysłać. Pewnie nie, ale to nic nie szkodzi. Zrobiłam to, co najtrudniejsze. Nazwałam wszystko to, co czuję i wiecie co? To wszystko wcale nie wydaje się już takie straszne, jak było do tej pory. To chyba racja, że najbardziej boimy się tego, czego nie znamy.
Cieszę się, że porozmawiałam o tym z Antkiem. Gdyby nie on, pewnie dalej męczyłabym się sama ze sobą. Bardzo mi pomógł, a teraz ja chyba wiem, jak pomóc jemu. Najlepiej zabiorę się za to od razu. Niech no tylko znajdę mój telefon...